SYLWETKI: CZY STEVE JOBS BYŁ PSYCHOPATĄ?

     Z jednej strony wizjoner, miliarder, współzałożyciel , prezes i przewodniczący rady nadzorczej Apple Inc. Z drugiej – nieludzki szef, totalny egoista i manipulator. Kim naprawdę był Steve Jobs i jaką cenę zapłacił za swój sukces?

     Historie wielkich ludzi, którzy swój geniusz zawdzięczają zaburzeniom osobowości lub chorobom psychicznym wciąż wzbudzają niemałe zainteresowanie. Marylin Monroe, Albert Einstein czy Józef Stalin… to tylko nieliczni spośród tej grupy. A czym wyróżniał się Steve Jobs? Jakie cechy zadecydowały o tym, że jego nazwisko zna dziś cały świat? Psychopatolodzy dopatrują się w jego osobowości elementów narcystycznych, a także wysuwają teorię zaburzeń dyssocjalnych, potocznie zwanych psychopatią.

     Steve urodził się w 1955 roku jako syn Abdula Fattaha Jandali, Syryjczyka, studiującego na Uniwersytecie Amerykańskim w Bejrucie, który wyjechał później do Stanów Zjednoczonych, aby kontynuować naukę. W Stanach Abdul poznał Joanne Carole Schieble, matkę Steva. Niestety tuż po narodzinach dziecko zostało oddane do adopcji. To wydarzenie odcisnęło piętno na dorosłym życiu Steva.

     Jobs nigdy nie ukończył żadnych studiów, choć co prawda je zaczął, chodził nawet na zajęcia jako wolny słuchacz. I na tym polegał fenomen jego młodości: nie był studentem, choć uchodził za studenta, nie był wynalazcą, choć uchodził za wynalazcę, nie był doświadczonym biznesmenem, choć na takiego się kreował. Był za to znakomitym manipulatorem. Potrafił zręcznie kalkulować relacje z innymi ludźmi, zwłaszcza ich przydatność do własnych celów. Kiedy przestawali być potrzebni, przestawali się liczyć. Jest to bardzo rozpoznawalna cecha osoby z zaburzeniami dyssocjalnymi – tzw. upośledzenie związków, spłycanie ich. Kiedy jego dziewczyna zaszła w ciażę posunął się nawet do twierdzenia, że była na tyle „puszczalska”, że każdy może być ojcem, nie przyznając się tym samym do córki. Potrafił oszukać przyjaciela na pieniądze za wykonany wspólnie projekt, potrafił wykluczyć przyjaciół, którzy pomogli w założeniu firmy z wykupu akcji.

     Kolejną cechą, która pomagała mu w odniesieniu sukcesu był deficyt lęku, również diagnozowany w zaburzeniach dyssocjalnych. Jest to defekt emocjonalny polegający na braku przyswajania odruchów moralnych i braku empatii. Innymi słowy Steve nie odczuwał tego, że kogoś krzywdzi, mógł więc w zgodzie ze sobą być bezwzględnym szefem, terroryzującym otoczenie własnym perfekcjonizmem. Chodził boso, nie kąpał się zbyt często, nie odczuwał moralnego nakazu podporządkowania się, nie przejmował się opinią innych ludzi na swój temat. Na koniec warto dodać, że Steve był cholernie inteligentny, potrafił manipulować ludzkimi emocjami, kontrolują przy tym własne. Potrafił tak przywiązać do siebie człowieka, że ten mimo poczucia krzywdy i odrzucenia, wracał do niego i był wdzięczny i dumny, że ma obok siebie kogoś takiego jak Jobs.

     Wizjoner, podejmujący odważne decyzje człowiek sukcesu, który żyje w samotności, nie wiedząc co to miłość i przywiązanie. A jaka jest Wasza opinia na ten temat? Czy Steve Jobs był szczęśliwym człowiekiem?

Magdalena Momot

Komentarze Facebook

1 Komentarze

  1. Zależy jaką miarą jest szczęście.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ZOBACZ RÓWNIEŻ

RYNEK NIERUCHOMOŚCI DYNAMICZNIE ROŚNIE

Rynek nieruchomości dynamicznie rośnie. Technologie wirtualnej rzeczywistości pomagają